Losowe foto nr 162Losowe foto nr 392Losowe foto nr 479Losowe foto nr 596Losowe foto nr 624Losowe foto nr 981
 Jamajka - Muzyka - Recenzja
Boots - Male condoms
Ostatnia recenzja:
Nowości na Twój adres
e-mail:


Mapa serwisu:



Skaferlatine - En chantier

Nadal pozostajemy w rejonie muzyki francuskiej, tym razem sięgając po ska.
Zespól Skaferlatine dzialal w latach 1990-2000, wydal 3 plyty.
Jego czlonkowie nadal są aktywni na scenie muzycznej udzielając się w takich formacjach jak punkowa Charge 69 i power popowa Les Wad Billys.

En chantier (1995)

Skaferlatine jest wymieniany jednym tchem jako tuz muzyki ska we Francji. Zespół, który swoje sukcesy odnosił głównie w latach 90-tych, wpłynął również dosyć znacząco na raczkującą
w tamtym okresie scenę polską. Odwiedzili nasz kraj kilkakrotnie, będąc bodajże pierwszą europejską kapelą ska, dającą u nas koncerty (m.in. podczas swej pożegnalnej trasy w 2000 roku), które zawsze należały do widowiskowych.
Przez lata zmieniał się nie tylko skład zespołu, ewoluowała również ich muzyka. Od ska (pierwsze dwie pozycje), poprzez spokojne dźwięki rocksteady czy ragga i dancehall (pożegnalna płyta). Aczkolwiek rewolty stylistyczne nie wpłynęły na jakość muzyki, wprost przeciwnie.
Niniejsza recenzja dotyczy środkowego okresu działalności zespołu, czyli drugiej płyty 'En chantier' (plac budowy), która ugruntowała pozycje zespołu. Mamy tu rozbudowaną sekcję dętą (aż dwa saksofony oraz trąbka) i 'oldskulowe' klawisze, natomiast oszczędne partie basu nadają dodatkowego smaku muzyce, zapewniając jej odpowiednią pulsację. Teksty utworów pisane są
z przymrużeniem oka, głównie po francusku, w języku, który znakomicie współgra z muzyczną całością i jest wizytówką zespołu.
Już rozpoczynający płytę utwór 'Apres tout...' daje nam do zrozumienia, z czym będziemy mieli do czynienia. Szybkie ska , 'przekrzykujące' się dęciaki i znakomite solo saksofonu.
W następnym ('Maria') spokojnie bujający rytm reggae w refrenie przeradza się w czyste ska. 'Be ready...' obok niemal deklamowanego tekstu, solo fletu, klawiszy i gitary akustycznej, pod koniec utworu jest uwypuklona sekcja dęta, a po niej następuje niemal rap. W 'Megalo' powracamy do ska, a 'Wanna ride' jest dynamicznym utworem zaśpiewanym tym razem przez perkusistę zespołu i wyjątkowo po angielsku. Muzyka 'skakana' dominuje na tej płycie, jednak w kilku utworach jest chwila na oddech np. w 'Ze same justice' powtarzany w kółko tekst wtóruje wręcz jazzowej atmosferze, mamy tu spokojne reggae, z dyskretnymi klawiszami, po chwili zamieniające się
w improwizacje instrumentów dętych i jest to świetne zakończenie płyty.
Francuzi znaleźli swój złoty środek, flirtując z wieloma, wydawałoby się tak różnymi, stylistykami, nagrywając płytę pełną aranżacyjnych 'smaczków'. To wszystko jest nie do wychwycenia podczas jednorazowego przesłuchania. Ktoś kiedyś określił ich mianem 'łobuzerskiego' ska i nie sposób się z tym nie zgodzić, ale ocenę i 'szufladkowanie' pozostawiam słuchaczom, z których każdy znajdzie coś dla siebie na tym krążku.

Autor: Michał Anoszczenko



naJamajke.pl